Z OSTATNIEJ ULTRA CHWILI


16. Tajemnicze Kopce Kornatka 18.02.2018


Wreszcie czas na wyjście z laboratorium treningowego nastąpił. W kalendarzu biegów długo szukałem jakiegoś trialowego startu na przepalenie rury i sprawdzenie dyspozycji po 2 miesiącach od rozpoczęcia przygotowań. Tajemnicze Kopce i 22 kilometry po Beskidzie Wyspowym przy 600m przewyższeń to było to, a jako że czasu na trening ostatnio dużo i bez sensu było tłuc się autem 300 km, aby przebiec 20 kilometrów, mini zgrupowanie górskie jeszcze zrobiłem i przed Kornatką był czas na 2 ulubione treningi w postaci wycieczek górskich w Gorcach.

Start był na sprawdzenie i trzeba przyznać, że test wypadł pozytywnie. Przez 2h 40 minut udało się rurę przy w miarę równym tempie średnio 172 uderzeń pikawy na minutę przepalić także pomału zaczynamy zbierać żniwo treningowe, a co najważniejsze przewodnie hasło treningowe siła biegowa procentuje i poprawiłem się w aspekcie podbiegów, choć z drugiej strony wiadomo, że najłatwiej o poprawę kiedy startuje się od zera i teraz poprawić się będzie już znacznie trudniej.

W kilkunastoletniej historii startów nie miałem jeszcze tyle czasu na trening i staram się to wykorzystać ale widać, że organizmu się nie oszuka, obciążeń nie da się zwiększać zbyt dużo i sztandarowy przykład tego miałem dwa tygodnie temu gdy organizm się zbuntował i na zbyt ciężki trening zareagował chorobą. Nie ma co ukrywać i to przecież wiem – dziadoszczenie pozostanie dziadoszczeniem, ale widać że mając więcej czasu na specjalistyczny trening można się jeszcze rozwijać i o taki rozwój przecież chodzi.

Start kontrolny pozytywnie dyspozycją zaskoczył, ale jeszcze bardziej in plus zaskoczyły mnie same zawody. Wcześniej biegowo nie znałem tych rejonów. Eksplorowane były jedynie na szosówce, bo to przecież tamtędy przebiega trasa - wyznaczona przez Bikeboard -Honorna Bestyja z Krakowa do Zakopanego.

W kopcach liczyłem na jakieś bieganie szutróweczkami po pagórkach, a tutaj okazało się że orgi fantastyczną trasę interwałową singielkami ułożyły i bieganina o zgrozo więcej przyjemności mi nawet sprawiła niż dwa wcześniejsze etapy w Gorcach (na usprawiedliwienie mocno mglistych i zaśnieżonych a tym samym nie wymagających technicznie).

Organizacja rewelacja i nic tylko pozazdrościć Krakusom, że tak blisko mają taki cykl zawodów. Wokół Wiecznego Miasta tylko Falenica, ale moje trialowe botki raczej tam nie zawitają bo pochody pierwszomajowe nie dla mnie. I szkoda, że na przyszły start, zapowiadającą się jeszcze lepiej, 32 kilometrową Mogiłę, ze względów kalendarzowych już nie ma czasu. I szkoda, że te góry tak daleko od Wiecznego Miasta, ale mimo, że fizycznie przecież się nie zbliżą to powrót do domu pokazał, że S7 coraz dłuższa i już w przyszłym sezonie, gdy oddadzą do użytku obwodnicę Radomia, w najbliższe góry da się już dojechać w półtorej godziny i to jest to.

ddddddd



CHRONOLOGICZNIE


XXX Puchar Bielan 21.01.2018 23,36


Szesnasty sezon został rozpoczęty, z różnych względów, nie tak jak chciałem biegową triadą w Krościenku ale kontrolną asfaltową piątką w Warszawie. Nie, nie - nic się nie zmieniło – w dalszym ciągu obowiązuje hasło, że „asfalt jest rakotwórczy” ale dobrze było po 20 miesięcznej przerwie zobaczyć jak tam stoję szybkościowo. Niestety, po starcie trzeba przyznać, że pogorszenie widać duże bo ponad 1 minutowe - z czasu 22,26 ląduję na 23,36.

W dawnych, częściowo asfaltowych latach zawsze lubiłem zaczynać sezon Pucharem Bielan w dużym stopniu dzięki temu, że była to jedyna piątka w sezonie i zawsze kończyła się życiówką a tym samym dobrym samopoczuciem i naładowaniem treningowych akumulatorów. Korzystne było też, że co roku była rozgrywana na tej samej trasie przy tej samej badziewiastej pogodzie a tym samym można było sobie te starty porównywać.

W 2018 trochę zmienili początek (ach jak miło sobie powspominać , że 3-4 lata temu trzeba było po mecie jeszcze dodatkowe metry przebiec , żeby nabić piątkę na liczniku żeby rekord w garmin connect zanotować). Tym razem piątka przekroczona o 40 metrów także od tych 70 sekund pogorszenia formy dwadzieścia trzeba jeszcze odjąć a i następne dwadzieścia można jeszcze by było odjąć za żenującą taktykę biegu bo wystartowałem beznadziejnie szybko i różnica w tempie na pierwszym i trzecim kilometrze zrobiła się 30 sekundowa – paranoja. Tak to już jest brak praktyki nie czyni mistrza ale kończymy już z tymi życiówkowymi pierdoletami. Start kontrolny wykazał, że tempo spadło o ok 10 sekund ma kilometr i to nie jest ok. Z drugiej strony szybkości nie trenujemy, interwałów żadnych na razie nie było także nie ma tragedii. Treningowe hasło na dziś to siła biegowa - tutaj wiem jaką zrobiłem pracę i jest ok.

Co jeszcze po przeglądzie tym razem już sunciaka. Lata lecą ale tempo maksymalne 196 jeszcze daje się wykręcić także długoterminowo trzymamy się ok bo odkąd mierzone 12 lat temu być zaczynało o 6 jednostek spadło. Mocno nietypowo mam z tą pikawą bo w świetle teorii 220 minus wiek, 170 być powinno – ha ha!

Reasumując, chociaż dwa lata temu z życiówkami się pożegnałem to widać jednak że o szybkości do końca nie wolno zapominać i to szczególnie w geriavitowym wieku gdy jest z nią coraz gorzej. Rura przepalona i może z asfaltem raczej się nie przeproszę to dobrze będzie raz na jakiś czas się poprzepalać a mam przecież taką okazję co tydzień na park runie 200 m od domu. A asfalt? Może jeszcze jakiś jeden do wiosny zaliczymy, ale to już tylko dlatego, że tragedia z tymi zimowymi startami trailowymi, bo albo nie powiodło się losowanie albo przegapiłem zapisy i wszystko już wyprzedane i startować nie ma gdzie.

ddddddd



inżynBiKer

wjedź do strony głównej

ddddddd