Z OSTATNIEJ ULTRA CHWILI

9. Triada zimowa Krościenko 5-6.01.2019

Praktyka pokazuje, że średnio raz na 2 lata w moim pseudo sportowym życiu przychodzi taka chwila. Tak jakoś zapomniałem o tej regule bo ostatnią tę chwilę przeżywałem w 2015r. Więc napiszmy - Inzynbiker w ultra triadzie w klasyfikacji generalnej na 12 sklasyfikowanych zawodników zajął drugie miejsce w kategorii wiekowej.

Tradycją niestety staje się też, że o miejscu na podium dowiaduje się po fakcie. Tym razem nie ma jednak wkurzenia, spokojnie przyjmujemy cios na klatę - w sumie start był nie w ekstraklasie a w drugiej lidze, na krótszym dystansie i nawet nie napiszę, że to pierwsze podium w ultra startach bo kilometrów przez dwa dni wyszło niecałe 40.

Dobre miejsce sukcesem jest, wszystko przyjemnie ego połechtało i trzeba przyznać też, że triada na dzień dzisiejszy należy do jednych z nielicznych zawodów gdzie jeszcze chcę mi się ścigać i chociaż nie wiedziałem, że walczę o podium to flaki wypruwałem maksymalnie, walcząc ze znajomymi. Z dyspozycji startowej jeszcze bardziej niż z miejsca się cieszę, osiągniętej w sumie po roztrenowaniu i tylko po 4 tygodniach orki treningowej i przygotowań, ale już pod ten konkretny start.

Treningowo wszytko zagrało, ale czas już trening modyfikować. Nie zrobię przecież tak że, upojony dobrym miejscem nastawię się teraz na triadę letnią – wystarczy, że w czerwcu przyjedzie więcej geriavitów, nie będzie już zbiegów po śnieżnych zaspach na których zyskuje i zostanę z ręką w nocniku, także dziękujemy.

Czas już modyfikować trening, chociaż interwałów będzie więcej niż zwykle to pod te planowane długie dystanse i duże przewyższenia trzeba się przygotować.

Chora sytuacja zrobiła się z układaniem ultra kalendarza, z roku na rok jest coraz gorzej. W tym sezonie nie startuje do końca gdzie chce, a muszę przede wszystkim czekać na wyniki losowań i w zależności od tego dokładam inne starty i już wiem, że są okresy gdzie startów będzie za dużo a są też, że nie ma gdzie startować.

A triada zimowa chyba już na zawsze zagości w kalendarzu jako ten pierwszy start i to właśnie w tej średniej konfiguracji dystansowej która na początek sezonu jest najlepsza. Ale najlepsze w triadzie jest to, że każda edycja innych atrakcji dostarcza. Tym razem napadało tyle śniegu, że bardziej odpowiednie byłyby rakiety śnieżne. I trasa w wąskich rynnach w śniegu po kolana mocnego wkurzenia na podłazach, gdzie nie było możliwości wyprzedzania szczególnie na pierwszym etapie dostarczyła, ale z drugiej strony niespotykanej radości zbiegu w zaspach.

Tym razem z trzech etapów w kategorii kultowości zdecydowanie wygrywają nocne Pieniny, jako jedyny start przeleciany swoim tempem, bez korków, ze śnieżno- błotnymi zbiegami, z tymi światełkami czołówek poruszających się w różne strony zawodników. W ubiegłym sezonie nie zaliczyłem triady wyścigowo, ale zrobiłem sobie swoją prywatną biegając trzy dni w Krościenku. I był Beskid Sądecki i były Gorce, te dwa pasma dobrze znane, ale były też zmodyfikowane Pieniny. Szkoda, bo wiadomo, że nic się z tym nie zrobi, bo to park narodowy, ale pomarzyć można. Co to by było podczas triady, gdyby zamiast wspinać się tylko na najbliższy pagórek, można było polecieć wyżej w stronę Trzech koron a co to by było gdyby na przykład wyścigowo oczywiście w lecie i już w dzień a nie w nocy poeksplorować sobie ekspozycyjny szlak Sokolej Perci.

Tego wyścigowo nie przeżyjemy, ale właśnie dzięki triadzie, mogłem sobie nowe tereny biegowe odkryć. A czy wrócę w lecie – już się trzeba pomału zacząć wkurzać, że tegoroczny termin pokrywa się z Mardułą, a Marduła ważniejszy ale losowany a jak nie wylosuje Marduły, to chciałbym zaliczyć triadę, ale czy mam zapisywać się na triadę wiedząc, że jeśli wylosuje Mardułę to z niej zrezygnuje a może zapisać się na jedno i drugie - rano w sobotę polecieć Mardułę wieczorem Pieniny a w niedzielę Gorce

Panie Ultra Premierze - Jak żyć?

Siedemnasty sezon rozpoczęty! I to jak.

ddddddd




CHRONOLOGICZNIE





inżynBiKer

wjedź do strony głównej

ddddddd