Z OSTATNIEJ ULTRA CHWILI


26. Madeira Ultra Trail 27.04.2019


2×α+β≠γ MIUT obala pierwsze ultra równanie InzynBiKera, czyli jak przeżyłem najpiękniejszą sportową porażkę i uświadomiłem sobie co mam w ultra, czego nie mam i co jest bardzo ambitne i mało realne oraz czego nie mam i nigdy już mieć nie będę. Relacja MIUT ...




CHRONOLOGICZNIE



9. Triada zimowa Krościenko 5-6.01.2019

Praktyka pokazuje, że średnio raz na 2 lata w moim pseudo sportowym życiu przychodzi taka chwila. Tak jakoś zapomniałem o tej regule bo ostatnią tę chwilę przeżywałem w 2015r. Więc napiszmy - Inzynbiker w ultra triadzie w klasyfikacji generalnej na 12 sklasyfikowanych zawodników zajął drugie miejsce w kategorii wiekowej.

Tradycją niestety staje się też, że o miejscu na podium dowiaduje się po fakcie. Tym razem nie ma jednak wkurzenia, spokojnie przyjmujemy cios na klatę - w sumie start był nie w ekstraklasie a w drugiej lidze, na krótszym dystansie i nawet nie napiszę, że to pierwsze podium w ultra startach bo kilometrów przez dwa dni wyszło niecałe 40.

Dobre miejsce sukcesem jest, wszystko przyjemnie ego połechtało i trzeba przyznać też, że triada na dzień dzisiejszy należy do jednych z nielicznych zawodów gdzie jeszcze chcę mi się ścigać i chociaż nie wiedziałem, że walczę o podium to flaki wypruwałem maksymalnie, walcząc ze znajomymi. Z dyspozycji startowej jeszcze bardziej niż z miejsca się cieszę, osiągniętej w sumie po roztrenowaniu i tylko po 4 tygodniach orki treningowej i przygotowań, ale już pod ten konkretny start.

Treningowo wszytko zagrało, ale czas już trening modyfikować. Nie zrobię przecież tak że, upojony dobrym miejscem nastawię się teraz na triadę letnią – wystarczy, że w czerwcu przyjedzie więcej geriavitów, nie będzie już zbiegów po śnieżnych zaspach na których zyskuje i zostanę z ręką w nocniku, także dziękujemy.

Czas już modyfikować trening, chociaż interwałów będzie więcej niż zwykle to pod te planowane długie dystanse i duże przewyższenia trzeba się przygotować.

Chora sytuacja zrobiła się z układaniem ultra kalendarza, z roku na rok jest coraz gorzej. W tym sezonie nie startuje do końca gdzie chce, a muszę przede wszystkim czekać na wyniki losowań i w zależności od tego dokładam inne starty i już wiem, że są okresy gdzie startów będzie za dużo a są też, że nie ma gdzie startować.

A triada zimowa chyba już na zawsze zagości w kalendarzu jako ten pierwszy start i to właśnie w tej średniej konfiguracji dystansowej która na początek sezonu jest najlepsza. Ale najlepsze w triadzie jest to, że każda edycja innych atrakcji dostarcza. Tym razem napadało tyle śniegu, że bardziej odpowiednie byłyby rakiety śnieżne. I trasa w wąskich rynnach w śniegu po kolana mocnego wkurzenia na podłazach, gdzie nie było możliwości wyprzedzania szczególnie na pierwszym etapie dostarczyła, ale z drugiej strony niespotykanej radości zbiegu w zaspach.

Tym razem z trzech etapów w kategorii kultowości zdecydowanie wygrywają nocne Pieniny, jako jedyny start przeleciany swoim tempem, bez korków, ze śnieżno- błotnymi zbiegami, z tymi światełkami czołówek poruszających się w różne strony zawodników. W ubiegłym sezonie nie zaliczyłem triady wyścigowo, ale zrobiłem sobie swoją prywatną biegając trzy dni w Krościenku. I był Beskid Sądecki i były Gorce, te dwa pasma dobrze znane, ale były też zmodyfikowane Pieniny. Szkoda, bo wiadomo, że nic się z tym nie zrobi, bo to park narodowy, ale pomarzyć można. Co to by było podczas triady, gdyby zamiast wspinać się tylko na najbliższy pagórek, można było polecieć wyżej w stronę Trzech koron a co to by było gdyby na przykład wyścigowo oczywiście w lecie i już w dzień a nie w nocy poeksplorować sobie ekspozycyjny szlak Sokolej Perci.

Tego wyścigowo nie przeżyjemy, ale właśnie dzięki triadzie, mogłem sobie nowe tereny biegowe odkryć. A czy wrócę w lecie – już się trzeba pomału zacząć wkurzać, że tegoroczny termin pokrywa się z Mardułą, a Marduła ważniejszy ale losowany a jak nie wylosuje Marduły, to chciałbym zaliczyć triadę, ale czy mam zapisywać się na triadę wiedząc, że jeśli wylosuje Mardułę to z niej zrezygnuje a może zapisać się na jedno i drugie - rano w sobotę polecieć Mardułę wieczorem Pieniny a w niedzielę Beskid Sądecki.

Panie Ultra Premierze - Jak żyć?

Siedemnasty sezon rozpoczęty! I to jak.

ddddddd



18. Klątwa Szczytniaka 16.02.2019

Pomału zbliża się główny cel wiosenny i czas już było wyjść z laboratorium treningowego i sprawdzić jak tam idą przygotowania. 33km po Górach Świętokrzyskich to było to, szczególnie teraz gdy nie trzeba przebijać się przez Radom i na górskie zawody można dostać się z Wiecznego Miasta poniżej dwóch godzin.

Trochę miałem obaw co do trasy, pamiętając jeszcze z rowerów te interwałowe kompletnie mi nieodpowiadające ścieżki. Nic z tego, tym razem trasa ułożona była tylko z kilku podejść i naprawdę mocno dała w kość , a że te podejścia miały tylko do 250m w pionie przeżyjemy, biorąc pod uwagę że można się pościgać po pseudogórskiej trasie blisko domu. Gdybym miał narzekać to na to, że nie było żadnych singli ale nie ponarzekam, bo tym razem mocno kultowość zawodów podniosła pogoda. W środku lutego przedwiośnie się trafiło, a topniejący śnieg tyle błota zapewnił, że jeśli chodzi o trasę zarąbiście, szczególnie na zbiegach się zrobiło i nie pamiętam już kiedy tyle zwałek zaliczyłem.

Podsumowując ,za trasę biorąc pod uwagę, że przyrodniczo prawdziwe górskie klimaty są tylko w okolicach Szczytniaka ocenę celującą należy przyznać i podziękować, że dzięki Twórcy pojawiła się nowa alternatywa do tradycyjnych wycieczek górskich ze Świętej Katarzyny na Łysicę i to alternatywa chyba lepsza do przygotowań do startów w wyższych górach.

Nie zawiodła organizacja a problemów logistycznych trochę jest, bo musieli dowieźć i odwieźć zawodników na miejsce startu autokarami. Dobre jedzonko na mecie i dla mnie do zapamiętania też te naleśniki na bufecie szczególnie jak już się przetrawiły na Szczytniaku raczej nie na te krótkie wypruwania flaków (szczególnie dla tego który nie potrafi się opanować i nigdy nie poprzestanie na jednym) ale przy długich dystansach do przemyślenia.

Szczytniak pomyślany był jako sprawdzian formy i bieg na wydłużenie dystansu. Forma się tworzy zgodnie z oczekiwaniami , przez 4,5 godziny w równym tętnie w okolicach 165 się poleciało – jest więc ok., chociaż jedną prawdę trzeba wynieść i przyznać, że trening na schodach trochę nierównowagi w ciało wniósł i czas pośladki odciążyć a czwórki dociążyć.

Podsumowując, dobrze się dzieje w laboratorium treningowym, rewelacyjne zawody blisko domu się zaliczyło, ale jedno jest jeszcze oprócz pośladków do naprawy, bo chociaż ostania inwentaryzacja wykazała obecność w domu 18 par butów biegowych to okazuję się że na błoto nie ma żadnych, a właściwie są tylko jedne ale za małe i coś chyba trzeba będzie z tym zrobić, bo chociaż challengery wygrały rywalizację i stały się moim głównym butem startowym to na błocie w okolicach Szczytniaka sobie nie poradziły a co więcej bardzo dużo ze swoich wartości użytkowych straciły.

ddddddd



25. Maraton Leśnik Wiosna Porąbka 13.04.2019

Gdyby ktoś powiedział mi kilka lat temu, że na kilka tygodni przed startem głównym należy przebiec kontrolnie jakieś 47 kilometrów na zawodach puknął bym się w głowę i wysłał go do psychiatry. No bo jak, czy jest sens tracić cennie nagromadzany od czterech miesięcy glikogen?

Ultra rządzi się jednak swoimi prawami i taki start ma przecież dużo plusów, szczególnie gdy ostatnie ultra biegło się pół roku wcześniej. Można przetestować sobie cały ekwipunek, przypomnieć strategie odżywiania, ubrania, zarządzania kryzysami, a przede wszystkim przekroczyć trochę granicę komfortu, którą za dwa tygodnie przekraczać się będzie przez 30-31 godzin. Można jeszcze podejść do tematu na totalnym zmęczeniu treningowym plus dodatkowo choćby na zmęczeniu bezsennym startując po 3 godzinach snu i starcie po 4 godzinach jazdy, co przed kilkunastu laty zdarzało się 3 razy w miesiącu a czego w latach geriavitowych już przecież nie praktykuje.

Wszystko to trzeba sobie oczywiście przetestować wcześniej, ale przy tego rodzaju starcie trzeba pamiętać jeszcze o jednym - nie wypruwać flaków a starać się raczej trzymać docelowe tempo wyścigu głównego.

Powyższe nie dotyczy przypadku, gdy chce się podejść do tematu w inzynbiker style, gdzie religia karze przy takich dystansach nie oszczędzać się na zbiegach obciążając wszystkie mięśniory na maksa. Ten błąd taktyczny zresztą sobie wybaczam, szczególnie że zbiegi były takie, że poszalało się jak nigdy. Nie wybaczę sobie jednak pierwszej godziny biegu bo tempo było zbyt duże. Na szczęście przyszło opamiętanie po części też spowodowane tym, co właściwie mnie nie spotyka podczas startu lekkim zatruciem, po zjedzeniu batona z biedronki.

Na szczęście po dwóch godzinach wszytko wróciło do normy i można było delektować się tym co przygotował Twórca . Było wszytko to co lubię, moja ulubiona charakterystyka z ciężkimi podłazami i technicznymi zbiegami , miodnymi singlami i z tym co zawsze czyli piekielną końcówką przed metą i tylko pogoda nie dopasowała się zupełnie, bo w tej mgle zawsze łapię jakieś ciężkie klimaty.

Działo się za to dwa tygodnie wcześniej, kilkanaście kilometrów od Porąbki bo biegałem sobie treningowo w okolicach Klimczoka i był śnieg i było kilkanaście stopni na plusie i słoneczko było i bieganie po śniegu w krótkich spodenkach i łapanie pierwszej opalenizny. Tego właśnie słoneczka zabrakło do szczęścia, bo pewnie jeszcze jakieś widoczki na zawodach by były.

Wracając do Klimczoka. To Bielsko stało się ostatnio ulubionym miejscem wypadu weekendowego gdy z Wiecznego Miasta jedzie się pociągiem. A stało się też dzięki BUT60 i poznanym wtedy nowym trasom.

Wystarczy wsiąść w pociąg a później od stacji 20 minut w autobus miejski i albo Cygański Las albo Szyndzielnia i można śmigać sobie do woli. Tym razem leśnik pokazuje że oprócz jedynki, ósemki pojawiła się alternatywa (i to jaka) autobusu nr 6 i eksploracji nie tylko Beskidu Śląskiego ale też Małego i za to Twórcy podziękowania.

Oj mocno powiało optymizmem po starcie. Choć straty w glikogenie nastąpiły, to czuć, że układy przyzwyczajone już do obciążeń a przede wszystkim ultra akumulatory naładowały się maksymalnie i może starczy tego prądu w kolejnym starcie.







inżynBiKer

wjedź do strony głównej

ddddddd