Z OSTATNIEJ ULTRA CHWILI

29. Zimowy Janosik 7.02.2026 Bedzies Kwicoł 30 km

Wstyd się przyznać ale to dopiero mój pierwszy start w Janosiku. Tyle dobrego słyszałem i czytałem o organizacji, że trzeba się było przekonać jak jest w rzeczywistości, a ponieważ w lutym wolny termin się pojawił postanowiłem zapisać się na zawody.

Na start wybrałem 30 km - tak akurat na tę część sezonu - chcąc pobiegać sobie głównie z pięknymi widokami na Tatry, które są przecież tak blisko od miejsca startu.

Podsumowując wyścig zacząć trzeba chyba od tego, że były dwa wyścigi. Przez pierwsze 13 km zacząłem się zastanawiać co ja tutaj właściwie robię bo takiego nagromadzenia asfaltów dawno nie przeżyłem, większość po asfalcie albo szutrówkach i tylko wspinanie się po jakiś łąkach czasami się trafiało, które to wspinanie na górze miało być pewnie wynagrodzone pięknymi widokami , których niestety nie było.

Potem przyszedł na szczęście 13 km i piękny zbieg po kopnym śniegu się zaczął i trochę singli było i piękne kultowe podejście, że czasy Leśników i Bucika się przypomniały i trochę kultowej piździawy na łąkach i generalnie trasa ok. się zrobiła ale tego ok dla mnie było zdecydowanie za mało.

Potwierdziło się za to wszystko na temat organizacji. Nic do zarzucenia ale najważniejsze są te smaczki to powitanie przez Orga wszystkich zawodników na mecie, ten medal z wygrawerowanym nazwiskiem ( strasznie się zdziwiłem na mecie gdy ktoś zadał mi właśnie pytanie o nazwisko) , posiłek regeneracyjny i grzaniec w przypadku którego ze względów samochodowych musiałem wybrać opcję bezalkoholową. Dodatkowo, choćby takie drobnostki, że można ryczałtowo dla wszystkich zawodników za toaletę zapłacić na starcie na zamku (wow 28 lat temu ostatnio tam byłem, jak sobie wyliczyłem – zawsze nie po drodze w okolice bo zawsze pierwszym wyborem będą Tatry.

Po trasie widać zresztą, że okolica bardziej na rower a nie bieganie. Z małym wyjątkiem, bo jest te 55 km na Janosiku i tutaj patrząc na mapę widać że pan Inżynnier byłby bardziej zadowolony ale skoro Pan Inżynier jest takim leszczem że 30tki tylko wybiera to niestety.

Tak oto po raz kolejny nie pierwszy nie ostatni góry pokazały swoje mgliste to mniej atrakcyjne oblicze i chociaż nie pobiegało się z widokami to pobiegało się solidnie.

Pochwaliliśmy organizatora, ponarzekaliśmy na pogodę ale nie ma co narzekać na formę – forma się tworzy - jest stabilnie w tempie ok. swoim tempem o które się obawiałem bo mało wycieczek górskich w tym roku było ale okazało się to całkiem znośne.

Teraz odpoczniemy, zrobimy jeden mikrocykl i czas na cel główny i trzeba to ITRA poprawić w wynikach bo w ubiegłym roku uważałem że jest przeszacowane to po ostatnich „sukcesach” takie bardziej niedoszacowane się zrobiło.

Kończymy pisać relację, kolejna niepotrzebna choć bardzo markowa opaska ląduje na dno szuflady ale tradycyjna niedzielna jajecznica zmieszana łopatką z napisem Zimowy Janosik smakuje wybornie.



CHRONOLOGICZNIE

28. Zimowy Maraton Świętokrzyski – Rycerska Szarża 26 km 17.01.2025 r.

Sezon startów nr 24 otwarty i kto wie być może to już tradycja, że każdy kolejny rok startowy będę rozpoczynał Rycerską Szarżą w Chęcinach. Tym razem po miesiącu treningu ale poprzedzonego długą przerwą w usystematyzowanym treningu, właściwie to od wrzenia bo później mimo, że trochę trenowałem to właściwy trening uniemożliwiły urazy i zmęczenie startami.

Od gór i ultratrailu na 3 miesiące się oddaliłem i przydała się chyba ta przerwa i to zarówno dla ciała jak i dla psychiki. Akcentu trailowego przez ten czas jednak nie zabrakło – chodzi o inną tradycję – koncert Kultu na pomarańczowej trasie. Co roku w innym miejscu ale zawsze z tradycyjnym pożegnaniem z najlepiej wspominanymi butami trailowymi - tym razem zaszczyt spotkał śp Hoki 5. Amortyzacja i wygoda buta biegowego, forma fizyczna pozwala jeszcze w młynie się pobawić także to jest to.

Wracając do startu - sportowo tegoroczną szarżę jak najbardziej należy zaliczyć do udanych. Wynik 2 minuty lepszy niż w ubiegłym roku na tej samej trasie cieszy, widać, że lekkie modyfikacje w treningu nie pogorszyły dyspozycji. Tradycyjnie przyjemnie udało się flaczki powypruwać na tej jak dla mnie za mocno biegowej trasie ale to przecież wiedziałem, że bardziej na rower a nie górskie bieganie się nadaje. Na początek sezonu jest w sam raz i przyjemnie sobie było przy dobrej organizacji, słonecznej pogodzie w śniegu choć momentami za mocno kopnym pobiegać.

Wyścig jest specyficzny bo z medalami ale bez tabeli wyników, z rewelacyjną promocją regionu z wylosowanym przewodnikiem z możliwością zwiedzania zamku dzień przed, z koncertem po –- zdecydowanie któregoś roku na miejsce startu na dłużej trzeba będzie zawitać.

Na razie, po zeszłorocznym starcie raz w ciągu roku zgodnie z daną sobie obietnicą rejony odwiedziłem, żeby tą dodatkową 20 km pętelkę zaliczyć z trasy maratonu – fajnie sobie pomarzyć jaką trasę można by stworzyć gdyby do Rycerskiej Szarży choćby taką Miedzianka zamiast tych dobiegowych płaskich kilometrów dołączyć.

Wracając do Kultu i tego dlaczego w relacji się znalazł . W listopadzie miałem szczęście ten wrocławski koncert zaliczyć, ten który kto wie być może ostatnim normalnym Kultu był. Jak to wszystko przemija a tradycja kultowych koncertów jeszcze starsza niż ten mój 24 letni sportowy żywot. Dlatego właśnie trzeba tą startową cytrynę jeszcze wycisnąć mocniej a jakie to coraz trudniejsze, bo choć w młynie w Hokach można jeszcze zakręcić to ze startami i regeneracją w trailu coraz gorzej.

Dlatego wracamy do 3 a jeśli losowanie nie będzie sprzyjało do 4 celów głównych w sezonie, gdzie zawalczę o największą wysokość, największe przewyższenia i najdłuższy dystans, spróbuję jakąś pustynię przebiec, przekątną wyspy zaliczyć ale sił już brak i pozostałe starty to takie 20 tki i 30tki raczej się zapowiadają bo na więcej nie mam sił i nie dam rady – i takie oto przemyślenie przed sezonem mam, sezonem specyficznym ostatnim roku z kategorii M5 i sezonem powrotów do startów w teamie.

A zimowy świętokrzyski - przez kilka najbliższych lat na krótkim, później sobie cały dystans zaliczę a potem wolniutko w marszu z kijami i czołówką w kategorii M7 i daj zdrowie M8 o limit będę walczył i tylko jeszcze nadzieję mam, że wciąż na pomarańczowej trasie w młynie będę mógł równolegle w okresie roztrenowania poskakać.

ddddddd



ddddddd



ddddddd





inżynBiKer

wbiegnij do strony głównej

ddddddd